Piotr Mierzejewski, hr. Calmont,  paleontolog, i to całkiem niezależny, 
                                                                   marynista i urodzony metafizyk
 
   Na postawione mi pytanie "Kim jesteś?", najchętniej 
odpowiedziałbym, że metafizykiem. Ale nie metafizykiem w rozumieniu 
Carla Sagana, lecz w przesławnym pojęciu niezapomnianego Franca 
Fischera.

    Namacalnym skutkiem mojej metafizyki była ... Metafizyka. To 
niewątpliwie pretensjonalne imię nosił mój czarny, niewiarygodnie długi 
jamnik, z którego latorośl moja w dziecięctwie swoim próbowała zrobić psa
 bojowego. Oczywiście, bez zauważalnego rezultatu. Sąsiadka, niewiasta 
ponoć bywała w wielkim świecie, poczyniła kiedyś w rozmowie z żoną 
moją zadziwiającą uwagę: "Pani mąż musiał w szkole bardzo lubić fizykę, 
skoro psu nadał imię Metafizyka." Zaiste, czysta metafizyka!

    Jestem także teologiem, gdyż tak to rozumie wiara moja prawosławna, 
oraz bratem 
Zakonu Różo-Krzyża. Nie taję, że rodzi to we mnie irytujący 
konflikt, zarówno moralny jak i światopoglądowy.

    Mam jednak przede wszystkim niebywałą wprost przyjemność być, i 
to nieomal od dzieciństwa, paleontologiem. Pracę doktorską, poświęconą 
ultrastrukturze i systematyce organicznych mikroskamieniałości ordowiku i
 syluru, obroniłem w 
Instytucie Paleobiologii PAN. Gdyby znalazł się ktoś, 
kto ciekaw jest mojego naukowego dorobku, to niech zerknie TUTAJ
. Od 
paru lat jestem zespole współautorów słynnego wśród paleontologów i 
geologów amerykańskiego kilkudziesięciotomowego wydawnictwa 
"Treatise on Invertebrate Paleontology". Do moich zadań należy m.in. 
praca nad częściami poświęconymi pióroksrzelnym (Cephalodiscoidea i 
Rhabdopleuroid
ea), graptolitom krustoidowym (Crustoidea), 
kamaroidowym (Camaroidea) i tuboidowym (Tuboidea).

     Z pracą paleontologa wiąże się mi wiele wspomnień, często 
zabawnych. Z rozrzewnieniem wspominam dzień, w którym sławna na 
cały świat uczona, profesor Zofia Kielan-Jaworowska, organizatorka 
niezapomnianych wypraw paleontologicznych na pustynię Gobi, nazwał 
mnie w chwili irytacji
 samotnym wilkiem. Byłem jeszcze wtedy studentem, 
piszącym pracę magisterską na temat ordowickich hydroidów. Wbrew jej 
oczywistym intencjom, odebrałem ten epitet jako sprawiający frajdę 
komplement. W gruncie rzeczy miała rację - zawsze ceniłem sobie 
samotność ... Nie przeszkodziło mi to jednak w założeniu rodziny i 
czasem zbytniej aktywności w najróżniejszych organizacjach i 
społecznościach.

    Moją wielką pasją, także od dzieciństwa, jest wszystko co wiąże się z 
morzem, a zwłaszcza to, co zwykło określać się paskudnym mianem 
'shiploverstwa'. Dlatego jestem autorem  artykułów na tematy 
wojennomorskie oraz redaguję serwis internetowy
 FACTA NAUTICA.

     K
u zgorszeniu poniektórych nie zapominam, że jestem prawnym 
dziedzicem hrabstwa Calmont, ustanowionego przez Katarzynę Cornaro 
parę miesięcy przed sprzedaniem Cypru Wenecji. Hrabstwo to  i 
niewątpliwie egzotyczny tytuł 
hrabiego Calmontu odziedziczyłem, 
podobnie jak wiarę prawosławną, po moich greckich i rosyjskich 
przodkach. Dziadek mój, Stanisław Gogol, uczestnik wojen bałkańskich o 
wolność Grecji, carski pułkownik i białogwardzista, pewnie w grobie się 
przewraca, że wnuk jego i dziedzic, tytułem nie wzgardziwszy wstąpił do 
... partii komunistycznej. Tak, tak! Nie wypieram się. Poglądy moje od 
zawsze były i są skrajnie lewicowe. Jednym z bohaterów mojej młodości 
był Ernesto 'Che' Guevara. Przez wiele lat w moim pokoju w 
Instytucie 
Paleobiologii PAN
 wisiał na ścianie ogromny, czarno-czerwony plakat ze 
słynną podobizną 'Che' i napisem - 
"Sei ein Kommunist, ein 
Revolutionär!"
. Nie wzbudzało to aplauzu wśród moich instytutowych 
współpracowników, zwłaszcza w stanie wojennym. Cóż, zawsze byłem 
niepokorny.Pikanterii tym moim wynurzeniom doda zapewne fakt, że 
bardzo długo nie chciano przyjąć mnie w szeregi PZPR. Mówiono, że 
jestem zbyt 'czerwony' jak na partyjne oczekiwania, a mój akces do PZPR 
pachnie z daleka prowokacją!    

         
                 
Zapraszam także na stronę www.mierzejewski.info     
  
 
Z kością udową mamuta na kolach, w domowych zaciszu ...
Fot. Paweł Słomczyński / Gazeta Wyborcza
Maja - moja miłość, moja pasja, moja żona ...